Pączki

Pączki

środa, 3 września 2014

Szabrownicy

Uwaga uwaga na terenie Elbląga i okolic grasują szabrownicy! Pojawiają się znienacka, ogałacając wszystkie drzewa i krzewy z owoców. W ich zasięgu znajdzie się wszystko na wysokości do 1,5 metra od ziemi, należy więc chronić swoje działki np. poprzez przygotowanie odpowiedniej ilości łakoci zastępczych - domowych ciast, żelek, owoców kupnych itp. W takim przypadku istnieje nikła szansa, że wasze plony  i piękne równe grządki zostaną oszczędzone. 

Knują coś i kalkulują ;)

Fifi: "Zobacz Olo jakieś porzeczki jeszcze znalazłem!"

Fifi:"Ojej..ups"   Olo: "Ej ja się tu schowałem! Znajdź inną kryjówkę"

Berek!

Wujek Marcin zamiast siłowni pakuje Pączki ;)  a Olo opiekuje się zszabrowanymi jeżynami :)

ps. jutro żłobek dzień czwarty, a Olo dziś gorączka 38,1 :( czyżby to już?!?


sobota, 30 sierpnia 2014

Niemamnanicsiły i żłobkowe dylematy

Postów niestety ostatnio tyle co i moich sił witalnych - czyli o wiele za mało. Energii starcza mi jedynie na 8 h pracy i drogę w tę i z powrotem. Z drugiej strony plotka w pracy głosi, że dyrektor w kuluarach nazywa mnie petardą - taki żart odnośnie mojego nadmiaru energii i ADHD :P Cóż z tego, skoro po powrocie do domu, ledwo daję radę dotrwać do 20:00, kiedy Pączule w końcu ogłaszają zakończenie dnia. Myślę, że gdybym położyła się spać zaraz po zaśnięciu chłopców, odpłynęłabym w 30 sekund. Choć harcerskie i domowe obowiązki pozwalają przyłożyć głowę do poduszki koło 23:00. I tak w koło macieju pewnie przez najbliższe 10 lat ;)

Ostatnio na tapecie jest kwestia żłobka i końca najdłuższych wakacji w życiu Pączków :)

Koniec laby - czas pakować kredki, kapciuszki do plecaczków i od poniedziałku chłopcy rozpoczynają edukację w państwowym żłobku, w którym królowa jest tylko jedna ( a właściwie 4 ) - pani wychowawczyni :) Tym razem to nie wola króla Filipka i księcia Olafka będzie narzucona całemu otoczeniu, lecz wola pań wychowawczyń będzie narzucona 30 dzieci (biedne!).

Najbardziej całą sytuacją o dziwo przejmuje się pączkowy tata - zestresowany i zatroskany o swoje skarby. Mama ma chyba większą wiarę w ogarnięcie swoich synów i ich umiejętności adaptacyjne. Tata z lekka wykazuje symptomy paniki - przerażenie w oczach i napady lęku. objawiane przytulaniem dzieci bez powodu w ramach samouspokojenia ;) Z drugiej strony o matce też można powiedzieć, iż jest mega-przejęta - w końcu jej dwa paciorki przez 4-6 godzin dziennie będą doglądane i pielęgnowane przez całkiem obce ręce (oby! bo grozi mordem ;) )

Za nami pierwsza wizyta w państwowej przechowalni dzieci w grupie tzw. średniaków (1 - 1,5 roku) i mamy już pierwsze wnioski. O dziwo żłobek (oddalony od naszej klatki z 50 metrów a od bloku z 30 metrów) już nie przypomina przybytku Edwarda Gierka - wszystko jest całkiem nowe i kolorowe i dostosowane do wiercących się mikrusów. Panie wydają się miłe i ogarnięte w tym co robią, choć załapały minusa za zbyt rzadkie wychodzenie z dziećmi na świeże powietrze, ale to nadrobimy popołudniami. W poniedziałek o 8:00 godzina zero, a właściwie 3 godziny, bo tyle na początek Pączule dostaną czasu na demolkę żłobka i test nerwów pań wychowawczyń. Trzymajcie kciuki, bo mimo lekkości tonu posta,ciężko nam troszkę na serduchu ;)

ps. foty nie chcą się przesłać z telefonu uparte a godzina późna więc fotowy post jutro ;)

sobota, 16 sierpnia 2014

Nie ma nudy

Czasem siadamy i narzekamy na nasz malutki grajdołek (czyt. Elbląg) i brak wielkomiejskich atrakcji typu aquapark, zoo czy inne, o których wieści nawet nie dochodzą na naszą prowincję. Oczywiście najbardziej narzekam ja ;) Jednak w chwilach szczególnej desperacji nawet w naszym regionie można całkiem ciekawie spędzić czas z maluchami, nie wyjeżdżając poza obszar 40 km. Poniżej nasz własny, autorski poradnik wakacyjny :)

Rodzinne rowerowanie :) 

Rowery to nasze tegoroczne odkrycie (albo raczej powrót do nawyków sprzed ciąży). Dzięki odkurzeniu starego roweru mamy, pożyczeniu roweru na sezon dla taty i dokonaniu zakupu 2 wygodnych fotelików dla Pączków - śmigamy prawie codziennie na dłuższe i krótsze trasy całą rodzinką. Chłopcy pokochali ten rodzaj transportu od pierwszego wejrzenia, lub raczej pierwszego ... siedzenia. Z zafascynowaniem i dumą prężą się za plecami rodziców, z minami typu "możecie nam wszyscy zazdrościć", jakby co najmniej siedzieli w najnowszym modelu Porshe :) 

Niestety nie w głowie nam było uwiecznianie naszej frajdy na zdjęciach, ale w swoim czasie się nimi podzielimy. 

Kąpiele wszelakie, w przeróżnych zbiornikach wodnych

Miłość do wody jest jakby zakodowana w Pączkowym losie - w końcu urodzili się pod znakiem Ryb, a nie tak jak było w początkowym planie - Barana. Uwielbiają pluski, skakanie w wodzie i uciekanie mamie w stronę głębszych miejsc.

Podczas tegorocznych wakacji testowaliśmy kilka różnych miejsc:
- w Elblągu - basen ogródkowy dziadków ( na ogromny +), basen w pobliskim hotelu ( trochę nuda, choć na +)
- nad jeziorem w oddalonym o 30 km Pasłęku (dużo frajdy i mały koszt na +) i trochę dalej położonej Iławie ( super i na +)

Pasłęcki lans :)

 
Olo w Pasłęku i oba Pączki w Iławie nad jeziorem



Poddaliśmy testom również plaże w Kadynach i na Mierzei. Wynik mimo kilku prób nie był zbyt korzystny. Może to związane z moją awersją do plaży, piasku i nadmorskiego skwaru? A może z faktem, iż Pącze namiętnie wżerają piach i wszystkie śmieci ( których na plaży multum). Na minus jest też brak prysznica, czy innego sposobu wypłukania piasku po wyjściu z plaży, co dorosłemu może tak bardzo nie przeszkadza, ale maluchom zapiaszczone tyłki czy stopy i owszem nie poprawiają komfortu. Plażing niestety nie dla nas w ciągu przynajmniej roku, kiedy to mam nadzieję moi synowie przestaną lizać kamienie i konsumować piach.

W okolicy zawsze znajdzie się jakaś fajna impreza dla dzieci.

Przykładem była świetna wizyta w Sopocie na zawodach psów "latających", czyli biegającym za ringo. Chłopcy zafascynowani wpatrywali się w psiaki i podziwiali ich akrobacje. W gratis wliczają się wszyscy inni widzowie - tak ciekawi i różnorodni. Wszyscy zaczepiają nas i my zaczepiamy kogo się da. Są rowery, psy i jeszcze więcej rowerów i psów.

Gdy tylko nadarzy się okazja zaliczamy wszelkie festyny, imprezy miejskie i pikniki - w końcu zawsze jest coś do jedzenia i nieprzewidziane atrakcje.


 
Mamo, mamo piesio lata!


W letnie dni można jeszcze:

Pojechać na wycieczkę ...



Samochodem babci... np. na karuzelę..


... lub do lasu...







 W środku tygodnia w ramach popołudniowych wojaży wpadamy na trening do taty, albo .. do Iławy na trening kolegów taty. W końcu taki trening to sama frajda - piłka jest? - jest! - dzieci są? - są! - picie i jedzenie jest? - jest!













czwartek, 7 sierpnia 2014

Siewcy zniszczenia

Persona non grata - nijak nie pamiętam jak się odmieniało w liczbie mnogiej - ale podejrzewam, iż mniej więcej tak w myślach określają nas już znajomi i rodzina ;) Krótko mówiąc od jakiegoś czasu nie jesteśmy już mile widziani w domach, mieszkaniach i w sumie w miejscach publicznych też nie bardzo. I nie - nikt nam jeszcze nie powiedział, że nie możemy go odwiedzać przez najbliższe 10 lat, ale jak na kumatych ludzi przystało - doszliśmy do tego faktu sami po uwzględnieniu wszystkich przesłanek. :)

Gdziekolwiek się pojawimy - siejemy zniszczenie. Zostają po nas zgliszcza i jęk właścicieli ( a może to dźwięk ulgi związany z naszym wyjściem??). Wystarczy w sumie zobaczyć stan naszego mieszkania (wyremontowanego w dużej części tuż przed erą Pączków). Ściany od wcierania w nie jedzenia nabrały struktury tzw. "baranka", listwy przypodłogowe zniknęły w 3/4 pokoju w tajemniczych okolicznościach (dzieło pewnych małych, sprytnych rączek) i nawet przyklejane elementy typu łącznik na progu nabrały nietypowego wykorzystania stając się np. mieczem w walce między braćmi. 


Siewcy z wieczora


Skombinowali zjeżdżalnię z krzesła


Zdarzyło nam się w ostatnich tygodniach kilkakrotnie skusić na wspólny - rodzinny wypad do restauracji, baru lub tego typu miejsc publicznych. Jakby nam jedna nieudana próba nie wystarczała - próbujemy wciąż i wciąż. A może tym razem uda nam się zjeść w spokoju? A może nie staniemy się widowiskiem dla wszystkich gości? Może tym razem wszystko potoczy się inaczej niż w 10 poprzednich przypadkach? 

Jeśli jednak ktoś z Was planuje w najbliższym czasie remont, a brak mu motywacji czy pewności co do zasadności - zawsze można nas zaprosić na kilka godzin. Oferujemy usługi typu:
  • zapewnienie konieczności szpachlowania ścian
  • wykonanie próbki malowania ścian (zwykle prezentujemy kontrastową kolorystykę do aktualnej)
  • testowanie wytrzymałości sprzętów AGD i zestawów kina domowego
  • próby wytrzymałości podłóg i kafli na uszkodzenia mechaniczne
a to wszystko jedynie za kawę, herbatę i/lub zimne napoje :)

czekamy na zlecenia tzn. zaproszenia. ;)

sobota, 26 lipca 2014

Korporacyjna mama i tata na pełen etat

Oj zamieszało się w naszym Szalonym Pączkowym Świecie ostatnio, przewróciło do góry nogami. Mama zrzuciła mamine garsonki i domowy dres, który na dwa miesiące przybrał tata (nie dosłownie oczywiście). Wszystkiemu winna nowa korporacyjna praca mamy, nieplanowana wcześniej zmiana o 180 stopni i jednocześnie skok na głęboką wodę, bo od razy na 8 godzin dziennie.Tym samym przed Pączkowym tatą stanęło nie lada wyzwanie i od 3 tygodni jest pełnoetatową opiekunką do dzieci. 

Szok ma 4 twarze:
- mama - "aaaaaaa nie mam się w co ubrać do pracy! aaaa nie wstanę o 6:30~!?!"
- tata - "dzieci jedzą co 3-4 godziny?! chusteczki i mleko trzeba kupować w sklepie?! parówki kilka razy dziennie to nie jest dobry posiłek?!"
- Fifi - "będziemy odwiedzać babcie i dziadków prawie codziennie?!? Super!"
- Olo - "gdzie jest mama?!!"

W efekcie pierwszego tygodnia mama była podekscytowana i niewyspana, tata zamęczony na śmierć i przerażony perspektywą kolejnych 7 tygodni, a chłopcy - zdrowi i tak samo szczęśliwi jak przedtem. Tęsknotę za mamą wyrażają siłą przyczepienia się do spódnicy po jej powrocie. Łatwo nie jest chyba nikomu, ale z każdym dniem przyzwyczajamy się powoli do nowej sytuacji. Tata zaczyna już nawet ogarniać porządek i obiady, wszyscy żyją i nikt nawet nie ma kataru. Jest progress (choć akurat w kwestii poziomu wyspania - regress).

Przygoda taty z macierzyństwem zbiegła się z buntem Filipka i powtórką z treningu zasypiania... sprzed ponad roku. Dziecko, które od 3 miesiąca życia zasypiało samo, w swoim łóżeczku, od powrotu z urlopu zdecydowało, że do zasypiania niezbędna jest widownia. Ktoś musi być w jego pokoju póki nie zaśnie - można czytać w ciszy książkę, sprzątać, czy robić cokolwiek, byleby nie wychodzić z pokoju. Każde wyjście za próg kończy się rykiem jakby ktoś obdzierał go ze skóry. Próby przetrzymania go, przeczekania płaczu, uspokajania co chwilę skończyły się fiaskiem i kończyły pobudką zniesmaczonego Olafa. Mama ma więcej zaparcia więc pewnie po kilku dniach dogadałaby się z Fifim i byłoby jak dawniej, lecz niestety tata w tym względzie jest mięczakiem (sory). Z tym, że teraz to on rządzi w domu, więc jego zasady obowiązują - Fifi zasypia, a tata wykorzystuje 20 minut na poczytanie swojej książki o Kliczce. Mama wykorzystuje czas zasypiania na posłuchanie audiobooka. 

Za 5 tygodni maluchy idą demolować żłobek, tata wraca do pracy a mama będzie już śmigać po korporacyjnym świecie jak kadrowa z 25-letnim doświadczeniem. Pewnie czekają nas kolejne zmiany i kolejne wyzwania, ale kto jak nie my ? ;)


wspominki plażowe i sesja z Olafkiem

środa, 16 lipca 2014

Don Juan

O Filipku będzie nieco i jego wciąż zaskakującym mnie czarze osobistym. Generalnie Pącze w jakiś tajemny sposób potrafią zjednać sobie serca nieznajomych, gdziekolwiek się pojawiają. Ludzie nie tylko uśmiechają się do nich na ulicy, ale też otaczają cioteczną, babciną opieką w pensjonatach, restauracjach, hotelu - pomimo, że często w okolicy jest sporo innych dzieci. Nie wiem czy to jedynie czar, czy może jednak takie początki przyszłego potencjału liderów? ;)

Mistrzem wszelkiego podrywu jest jednak Fifi. Olo tym samym wykazuje jedynie kilkusekundowe zainteresowanie przedstawicielami naszego gatunku w swoim wzroście. Bardziej interesują go wszelkie schody, instalacje, zabawki innych dzieci. Fifi namierza cel w postaci długowłosej 2-3 latki i uderza na podryw :) O dziwo gustuje raczej w długowłosych ( może podobnie do połowy dorosłych niedzieciatych nie umie rozróżnić krótkowłosych dziewczynek od chłopców?). Z reguły biega za dziewczynkami, zaczepia, zagląda im w oczy. Lub wręcz odwrotnie - daje się podrywać płci przeciwnej, udając pozorny brak zainteresowania. 

Co zabawne, to właśnie na Fifiego "laseczki" zwracają uwagę najpier, a dopiero potem na Olafa. Mamy na koncie nawet sytuację, kiedy to w trakcie spaceru, na środku chodnika podbiegła do nas dziewczynka na oko 3- letnia i z zaskoczenia pocałowała Don Juana w same usta, ku przerażeniu obu matek ( i zdziwieniu Fifiego :P )

Poniżej dowody :)

Braciaki wyrywają w piaskownicy :) 


Na celowniku sąsiadka z pietra wyżej i podryw na skate'a


Na wawelu Fifi też upodobał sobie różową dziewczynkę

Rośnie nam Don Juan :) Coś czuję, że będzie wesoło w przyszłości

sobota, 12 lipca 2014

Urlop z dziećmi, czyli rozrabiamy za granicą

Długo było u nas cicho i smętnie, a wszystko z powodu rodzinnego wyjazdu na Rodos i braku darmowego, lub chociaż taniego internetu.   Nie wiem kiedy uda się nadrobić blogowanie, bo po powrocie z urlopu wszystko się toczy jakoś dwa razy szybciej. 

Urlop zaplanowany już w lutym wypadł całkiem udanie, oceniając w skali od 1 do 10, możemy dać nawet 7 (wybredna jestem wiem). Ciężko tak naprawdę odpocząć z małymi dziećmi w trakcie wyjazdu za granicę. Choć oczywiście zależy jakie kto ma dzieci, ile ich ma i w jaki sposób lubi odpoczywać. Specjalistką w tej kwestii nie jestem, ale w moich kategoriach doskonałego odpoczynku urlopowego mieści się min. 1-2 wycieczki po odwiedzanym terenie, eksploring najbliższej okolicy (taki harcerski zwiad po mieście mam we krwi), wyspanie się chociaż do 10:00, min. 1 przeczytana książka na leżaku z połową ciała w słońcu (górna połowa słońca nie lubi) i dużo dobrego jedzenia, przygotowanego przez kogoś innego.  Z powyższego opisu udało mi się zrealizować ostatnie (choć jedzenie jakoś super przepyszne nie było) i po części kwestie książki ( wielkie dzięki za audiobook z Grą o Tron! Paul - niestety słuchany w pokoju w trakcie drzemek a nie na leżaku :( ). 

Nikt nie korzystał z bujaka na patelni więc babcia go nam "podarowała" na wyłączność :)

Chlapacze :) Nasz basen, nasze zasady!

Plaża przed hotelem




Pewnie mój małżonek (małży nie uświadczyliśmy :P) spytany o jego wrażenia urlopowe byłby dużo łaskawszy i zadowolony, ale tak jak już pisałam - ja jestem mega wybredna i zrzędliwa i niestety to na mnie skupiło się więcej dzieciatych obowiązków w trakcie urlopu (choć wielkie dzięki mężu za zwolnienie mnie z większości nocnego wstawania na mleko :P). 

Hotel dla samych dorosłych spełniałby oczekiwania w pełni - czysto, wcale nie tak głośno i jedzenie też znośne, a do centrum miasta Rodos blisko autobusem. Miłośnicy aktywności czy wieczornych wojaży i animacji mogliby być nieco zawiedzeni, ale zawsze można było podjechać do miasta w tym celu. 

Bardzo ciekawy sposób zwiedzania Rodos i okolic. 45 minut jazdy to wykonalne nawet dla Pączy


Niestety jako rodzina z dziećmi nie do końca byliśmy zadowoleni (a może to tylko ja nie byłam?). Brodzik dla dzieci okazał się zbyt głęboki i bez zejścia dla docelowych użytkowników, plac zabaw zawierał 4 atrakcje na łące przypominającej patelnię w samym słońcu (upodobany przez Panie nudystki nie wiem czemu), a jakiegokolwiek pokoju/sali zabaw w całym hotelu brak. No cóż. Dobrze, że razem z Pączkową babcią zaopatrzyłyśmy małych urlopowiczów w prywatny basen, 2 piłki, 2 koła do pływania i wykazywałyśmy się kreatywnością zabaw na balkonie i w pokoju hotelowym. Sporo też wędrowaliśmy w 6 ( Pączki, rodzice, babcia i wujek Maciek) po okolicy i do miasta autobusem (na ile wózki i cierpliwość jeżdżących pozwalała). 

Przegląd plażowych kamieni z babcią


Bardzo sprawnie minęła nam 3 - godzinna podróż samolotem - w obie strony chłopcy przespali 2/3 lotu więc mimo braku dla nich osobnych miejsc jakoś udało nam się wytrwać. 





Wniosek urlopowy do zanotowania na przyszły rok -  miejsca urokliwe na pocztówkach typu Rodos - lepiej zwiedzać w trakcie romantycznego wypadu we dwoje. Lub podjąć próbę nr 2 i wyszukać miejsce bardziej przyjazne dla rodzin z dziećmi. Choć nadal dla mnie przebywanie z małymi dziećmi w takich miejscach, które kuszą wycieczkami na rajskie plaże i wyspy i rejsami itp., z których to opcji nie mogłam skorzystać - to po prostu jedynie powód do doła i samookaleczeń. Ludzie wracali do hotelu z jakiś mega fajnych wycieczek fakultatywnych a my... tylko siąść i płakać z żalu. Lepiej się nie wystawiać na takie pokusy.

Wróciliśmy mimo wszystko wygrzani słońcem, opaleni i nacieszeni urlopowym luzem ( bez pracy, służbowych telefonów itp).